Dlaczego tyle jem, czyli toksyczny głód i błędne koło

Czy to głód czy nie głód? Często mówi się na ten temat w kontekście zdrowego żywienia i odchudzania. Nigdzie jednak wcześniej nie spotkałam się z terminem toksycznego głodu, którego używa dr Joel Fuhrman w swojej książce „Jeść by żyć”. Jego zdaniem niedobór mikroelementów w diecie wprowadza nasz mózg w błąd ciągle wysyłając sygnał, by „naładować baterie”. A gdy ładujemy je niewłaściwym paliwem, machina się rozpędza i tym sposobem, jesteśmy jednocześnie przejedzeni i niedożywieni. Jemy i jesteśmy głodni. A przynajmniej tak nam się wydaje.

Choć może to zabrzmieć dziwnie dla kogoś, kto od lat odżywia się prawidłowo, wiele razy zdarzyło mi się jeść po jedzeniu. Nie mogłam przecież być głodna, z resztą rozsądek czasem ratował sprawę, niemniej czułam trudne do opanowania łaknienie. Był to prawdopodobnie właśnie toksyczny głód. Co ciekawe od kiedy w mojej diecie nie brakuje kolorowych warzyw i owoców, problem właściwie nie wraca. Może właśnie przyczyną zaburzeń łaknienia typu BED (zespół kompulsywnego objadania się), dotykającego wielu kobiet, jest to o czym mówi autor?

Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów. Może kogoś z Was zainteresują :)

„(…) toksyczny głód zwiększa się, gdy pije się napoje z kofeiną, słodkie napoje i je produkty przetworzone. Daje się we znaki przede wszystkim, gdy skończy się proces trawienia i żołądek jest pusty. Toksyczny głód może sprawić, że czujemy się bardzo nieprzyjemnie, jeśli nie pobierzemy z jedzeniem lub piciem pewnej ilości kalorii (żeby zahamować odtruwanie). (…)

Stwierdzono, że u osób z nadwagą, których posiłki były ubogie w mikroskładniki odżywcze, wystąpił silniejszy stres oksydacyjny (w wyniku szkód wyrządzonych przez wolne rodniki) niż u osób o normalnej masie ciała. (…) Oznacza to, że osoby skłonne do otyłości silniej odczuwają objawy abstynencyjne, co popycha je do pobierania nadmiernej ilości kalorii. Tak tworzy się błędne koło, które zarazem potęguje problem i przeciwdziała jego rozwiązaniu. (…)

Na podstawie tysięcy obserwacji stwierdziłem, że przemożna potrzeba spożycia zbyt wielkiej ilości kalorii maleje przy wysokim spożyciu mikroskładników odżywczych. Objawy, które brano za hipoglikemię lub nawet za głód, który pojawia się, gdy zaczyna się glikoliza, po prostu znikają, gdy przez kilka miesięcy odżywiamy się bardzo zdrowo. Po tym dwu- czy czteromiesięcznym „okienku”, gdy w tkankach nagromadzą się wartościowe mikroskładniki odżywcze, znikają symptomy, takie jak zmęczenie, bóle głowy, drażliwość i kurcze żołądka, i ludzie uczą się rozpoznawać prawdziwy głód, który początkowo jest odczuwany w jamie ustnej i gardle. Prawdziwy głód sprawia, że czynność jedzenia daje ogromną przyjemność, a to sprzyja pobieraniu właściwej ilości kalorii, która zaspokoi biologiczne potrzeby organizmu.”

Fragment pochodzi z książki dr Joela Fuhrmana „Jeść by żyć”.

I jeszcze dwie krótkie wypowiedzi autora na ten temat.

Fuhrman u Oz`a

Toxic Hunger – Dr Joel Fuhrman

Ciekawa jestem czy ktoś z Was doświadczył czegoś podobnego :)

Pozdrawiam!

8 thoughts on “Dlaczego tyle jem, czyli toksyczny głód i błędne koło

  1. Tak, to chyba jest mój problem. Odkąd nie ćwiczę (3 tygodnie) moja lodówka może się nie zamykać. I tak naprawdę to zbyt dużo bardzo wartościowych rzeczy nie jem.

    1. Ja jestem na etapie testowania długoterminowego :) Według teorii Fuhrmana po kilku miesiącach zdrowego i pełnowartościowego odżywiania, baterie będą naładowane na maksa i wtedy też odezwą się naturalne instynkty. Zobaczymy czy mówi prawdę :)

      1. też chyba spróbuję :) od jutra nie będę jeść słodyczy, bo tylko to mnie gubi. później będzie z górki :)

        1. Ja też stosuję metodę małych kroczków. Zamiast dużych ilości słodyczy, jem owoce. Czasem pozwalam sobie na domowy deser, zazwyczaj bez dodatku cukru. Smakuje inaczej, co nie znaczy, że gorzej :)
          Pozdrawiam i życzę wytrwałości :)

  2. Mam tę książkę i jeszcze „Superodporność”, muszę je w końcu przeczytać dokładnie :) To bardzo ciekawa teoria. Ja jestem ewidentnie uzależniona od cukru, czasem mam słodyczowe skrrętki. No ale cóż, walczymy, walczymy z nałogami :)

    1. Superoodporność też przeczytałam i staram się przynajmniej część zasad wprowadzić w życie :)
      Cukier to niestety substancja uzależniająca i ja również padłam jej ofiarą :)
      Pozdrawiam!

  3. Niestety, ja się odżywiam dietą roślinną od kilku lat (przedtem wegetariańską – razem 14 lat na zdrowej diecie), nie jem cukru, słodyczy, chipsów itp., nie piję kawy/carnej herbaty/soków, nie jem przetworzonych pokarmów, teraz także mąki (sama piekłam chleb), soi, od kilku lat nie jem ryżu, makaronów (nawet pełnoziarnistych), owoce 2-3 sztuk dziennie, raczej same warzywa z kaszą lub soczewicą, garść orzechów, czasem trochę płatków owsianych, łyżkę oliwy a i tak mam czasem po prostu napady głodu (nie takie jak przy bulimii, która miałam 12 lat temu) i nieważne, że biegam codziennie, ćwiczę, uprawiam aktywny tryb życia, bardzo dbam o dietę, hobby, dużo pracuję itp…jest w tym coś psychicznego, jakaś ucieczka… no i udaje mi się opchać suszonymi owocami, orzechami czy coś, po czym czuję sie do bani i wiem, że coś jest nie tak. także życzę Wam powodzenia – może jakaś konsultacja z dietetykiem jest godna uwagi?, ale w moim przypadku wciąż długa droga do spokoju ciała i ducha…

    1. Brzmi niewiarygodnie… Zawsze byłam przekonana, że moja chęć na słodkie wynika ze złego odżywiania. Przez pół roku piłam codziennie zielone koktajle i w tamtym okresie zdecydowanie zmniejszył się mój apetyt na słodycze. Myślałam, że gdyby nie to, że znów wdarł się w moją codzienność chaos żywieniowy, to byłabym wolna do nałogu.
      Masz rację, że to może tkwić gdzieś głęboko w psychice, chociaż wolałabym, żeby to chodziło tylko o wartość odżywczą pokarmu…

      A jak Twoje wyniki? Przy sposobie odżywiania, a którym piszesz, powinny być idealne.
      Zazdroszczę wytrwałości :-)
      Pozdrawiam!

Comments are closed.