Mniejsze zło

Czasem przychodzi taki moment, w którym nieodparta pokusa zjedzenia czegoś „złego” nie daje spokoju. Niedawno właśnie mnie dopadło. Łatwo nie było i w pewnym sensie uległam. Jednak nie uważam tego za porażkę. Mogę śmiało powiedzieć, że jednak wygrałam walkę, ponieważ rozum podpowiedział całkiem niezłe rozwiązanie :)

Z okazji spotkania ze znajomymi przygotowałam tiramisu. Deser absolutnie nie dietetyczny. Właściwie chyba jeden z najgorszych pod tym względem. Uznałam jednak, że gości odchudzać nie będę, tylko sama poćwiczę siłę woli. Zrobiłam więc desery duże i małe. A właściwie mini… Dzięki temu mogłam razem z nimi delektować się ich słodyczą, jednocześnie nie szkodząc sobie zbyt mocno. Jadłam powoli, malutką łyżeczką, aby na dłużej wystarczyło :) Co najważniejsze – wytrwałam w postanowieniu i zjadłam tylko jedną porcję. Nie czułam się przejedzona, przesłodzona i nie miałam wyrzutów sumienia.

Wniosek dla mnie:

Jeśli dopadnie mnie ochota na coś, czego plan nie przewiduje i boję się ulec, zjem mniejszą porcję. Dużo mniejszą porcję! :)

Co do samego deseru, to zrobiłam go na bazie biszkoptów, śmietany kremówki i serka mascarpone z jogurtem. Słodki, tłusty i niestety całkiem smaczny…

A oto moje „mniejsze zło” w zestawieniu z większym :)

One thought on “Mniejsze zło

  1. Było mniamuśne… i porcja odpowiednia dla mnie… zgrzeszyłam, ale nie pójdę za to do dietowego piekła… bo to mini grzeszek był.
    Dziękuję za poczęstunek
    :o))

Comments are closed.