Moja opinia na temat ośrodka Drzewo Życia

Niebo w SianowieOstatnio z blogowaniem jakoś mi nie po drodze, a złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze piękna pogoda nie zachęca do siedzenia przy komputerze. Do tego komputer przechodził tuningowanie i nie nadawał się do użytku. Teraz działa sprawnie, ale dla odmiany blogowy panel zarządzania szwankuje, przez co tworzenie posta trwa godzinami. No i eksperymenty z Dremelem też w znacznym stopniu przyczyniły się do mojej nieobecności. Niemniej, zabieram się za nadrabianie zaległości. Na pierwszy ogień idzie obiecana relacja z wegetariańskiego ośrodka wypoczynkowego Drzewo Życia.

Pomysł wypłynął ode mnie, jednak Mięsożerca bez większych oporów (choć i bez entuzjazmu) go zaakceptował. Udało mi się zarezerwować pokój z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. Od razu zaznaczę, że jest bardzo dobry kontakt telefoniczny z osobą odpowiedzialną, a do tego są bardzo elastyczni, jeśli chodzi o godziny przyjazdu. Tak się składa, że ośrodek znajduje się w niedalekiej odległości od Gdańska, więc mogliśmy pozwolić sobie na weekendowy relaks, bez konieczności przebijania się przez korki. Nieco ponad godzina i byliśmy na miejscu. Jedynym zaskoczeniem była droga, która nieoczekiwanie się skończyła, przechodząc w dość wąską, wysypaną żwirem ścieżkę, która wiedzie wzdłuż bezludzia, do tego pod górę. To tylko 1600 metrów, jednak był po drodze taki moment, w którym mieliśmy już zwątpić i zawrócić. To była jednak właściwa droga :)

Na miejsce dotarliśmy po godzinie 16. Przywitał nas Darek – kierownik ośrodka, który czuwał nad wszystkim i zawsze można było na niego liczyć. Po rozpakowaniu postanowiliśmy zwiedzić okolicę. Pięknie, zielono, dużo przestrzeni, niedaleko dwa jeziora i las. Wybraliśmy się też do wsi na małe zakupy na rowerze. O ile zjazd po gruzie był nie najgorszy, to powrót, choć to tylko 2 km, wymęczył mnie solidnie. Prawie kolarstwo górskie :)

Co do wyżywienia to całodzienne menu kosztuje 50 zł. I choć w menu figuruje opcja wegańska i wegetariańska, to w gruncie rzeczy wyboru nie mamy, ponieważ wystarczy, że w ośrodku jest choć jeden weganin, by wszystkie dania były wegańskie. Mi to akurat odpowiada, ale serojady muszą się z tym liczyć :)

Godziny posiłków są z góry ustalone: 9.00, 14.00 i 19.00, przy czym można dogadać się z kucharzem, by przygotował nam posiłek o innej porze, jeśli gdzieś się wybieramy. Menu nie jest wykwintne, ale za to smaczne i zdrowe. W końcu proste jedzenie jest najlepsze dla naszego zdrowia. Na śniadanie jedliśmy owsiankę z owocami, na obiad zupę krem z pomidorów i cukinię nadziewaną ryżem z ziemniakami, a na kolację makaron z warzywami. Za makaronami nie przepadam, szczególnie na kolację, ale generalnie było smacznie i przede wszystkim wygodnie, bo nie musieliśmy gotować, tylko robił to ktoś za nas. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że wszyscy goście siedzieli przy jednym stole, trochę jak na koloniach. I choć na początku czułam się nieswojo, to okazało się, że taka bliskość podczas jedzenia zachęca do wspólnej rozmowy i nawiązania znajomości.

Pogoda nam dopisała i pierwszy wieczór spędziliśmy przy ognisku. Oczywiście bez kiełbasek :) Darek przygotował pieczone ziemniaki, a sympatyczne małżeństwo, które również tam odpoczywało, pyszne podpłomyki. Zawsze wydawało mi się, że jak jedzenie z ogniska, to tylko mięso, jednak podpłomyki przekonały mnie, że wystarczy odrobina wyobraźni i otwartości, by stworzyć coś ekstra :)

Następny dzień spędziliśmy na rowerach. Okolica do tego świetnie się nadaje (pomijając ostry podjazd do samego Drzewa Życia). Trzeba się jednak liczyć z tym, że nie jest to płaski teren, o czym Mięsożerca zapomniał, i choć zrobiliśmy tylko 40 km, ja czułam się jakbym przejechała co najmniej 80 :)

Następnego dnia z rana próbowaliśmy jeszcze puszczać latawiec, niestety był to jeden z nielicznych dni bez wiatru, więc nic z tego nie wyszło. Około południa pożegnaliśmy Sianowo i wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Podsumowując – fajne miejsce dla lubiących ciszę, spokój i wypoczynek za miastem, z dala od kebabów i gofrów. Osobom szukającym wykwintnej kuchni i luksusowych pokoi raczej odradzam. Pokoje choć czyste, to brak w nich kobiecej ręki. Wcześniej podobno mieścił się tam gościniec myśliwski wraz z kuchnią mięsną i część tego wystroju pozostała niezmieniona. Raczej nie w moim guście :)

Przed naszym wyjazdem szukałam opinii na temat ośrodka, jednak nic nie znalazłam. Mam nadzieję, że moja mała relacja na coś się przyda. W razie pytań, proszę śmiało pisać :)

Zdjęć niewiele, bo jakoś nie było czasu na bieganie z aparatem, wrzucam więc to co mam.

Kawałek niebaOgniskoZiemniaki z ogniskaHaniaKotek w SianowieTygrysPodpieczony podplomyk

7 thoughts on “Moja opinia na temat ośrodka Drzewo Życia

  1. Hej,wlasnie przebywam w tym osrodku na kilkudniowych wakacjach,dokladnie od soboty do poniedzialku,urlop skrocilismy ze wzgledu na fatalne jedzenie i „apartament” za 25ozl bez wyzywienia! Pierwszego dnia na kolacje dostalismy suchy chleb z pastami,pol pomidora i rzodkiewki!zadnych zimnych napojow,ew.herbata lub kawa,a woda w dzbanku zostala nalana z kranu!na nasze pytanie,czy dzieci moga dostac cos zimnego (upal!!),pan Darek odpowiedzial,ze moze kupic!!! na sniadanie owdisnka bez smaku,po ktorej wszyscy byli glodni,a na kolacje szczyt wszystkiego – bialy makaron suchy z odrobina pieczarek do tego mega slodki ala kompot jablkowy. Mdle i paskudne,pierwszy raz zdarzylo mi sie zostawic cos na talerzu!tez bylo ognisko,ale bez niczego,smutek i nostagia…w
    apartamencie brak recznikow i mydla,wc zepsute,brak pradu,moskitier,zaslon,rozwalone krzeslo,brudno itp. jestem zalamana,reklamuja sie jako super fajne miejsce,a okazuje sie,ze to badziew i popelina!! Pozdrawiam.

    1. Brak mydła, ręczników i zepsute sprzęty? Nie brzmi to dobrze… Na szczęście my z tym nie mieliśmy problemu, chociaż jak delikatnie napisałam, brak w ośrodku kobiecej ręki. Menu, o którym mówisz też nie brzmi zachęcająco. Może kucharz się zmienił albo oszczędzają? Jedzenie rzeczywiście jest skromne, jednak ja jestem przyzwyczajona do prostych smaków, więc dla mnie było w porządku, chociaż widzę oczywiście różnicę między pobytem w Sianowie, a w hotelach. Zimnych napojów też nie było, a jedynie kompot do obiadu, ale my zawsze wozimy wodę ze sobą, poza tym ja nie piję do posiłków, więc nawet tego nie odczułam.
      Przykro mi, że kiepski ośrodek popsuł Wam wypoczynek. Mam nadzieję, że dalsza jego część będzie bardziej udana :-)
      Pozdrawiam!

    2. Niestety, podzielam Pani opinię. Też skróciliśmy z mężem pobyt w tym ośrodku. Dokładnie mam te same zarzuty. Brudno, głodowe porcje (gdy skomentowałam że porcje są szokująco małe i nie najadam się- a tanio nie jest- pan prowadzący ośrodek powiedział „nie można dużo jeść” patrząc na mnie jak na grubasa). Szczerze mówiąc zepsute wakacje. trzeba jednak przyznać że oddano nam pieniądze za niewykorzystany pobyt. No ale nie o to tutaj chodzi.

      1. Pan Darek jest dość ortodoksyjny w sprawach żywienia :)
        Ja też lubię dużo jeść, dlatego między posiłkami jem owoce. Tak też robiłam w Sianowie, dlatego pewnie głodu nie odczułam. Ale rozumiem, dla osób aktywnych porcje mogły być za małe.
        Przykro mi, że wakacje się nie udały. Mam nadzieję, że więcej osób trafi tu przed wyjazdem, by na podstawie mojego wpisu oraz komentarzy podjąć świadomą decyzję, czy to miejsce rzeczywiście jest odpowiednie dla nich.
        Pozdrawiam!

  2. Niestety, od tamtego czasu najwidoczniej wszystko uległo zmianie, niestety właściciele o tym nie informują, wręcz wprowadzają w błąd. Strona internetowa nadal wspaniale reklamuje ośrodek wegetariańsko-wegański, gdy się dzwoni i pyta o to, czy się dodzwoniło do ośrodka weget. Pan odpowiada „również” – a co to znaczy okazuje się dopiero na miejscu: na ścianach poroża, pokój z kanapą ze skóry, menu jak każde inne, czyli we świeczką szukaj potrawy wegetariańskiej o wegańskiej zapomnij. Wielkie rozczarowanie i żal do właścicieli, którzy po prostu wprowadzają w błąd.

    1. Dobrze, że Pani napisała. Mam nadzieję, że osoby zainteresowane dotrą do tej opinii i nie będą narażone na nieprzyjemności. Podczas mojej wizyty nie było innej opcji niż wegetariańska i wegańska, ale widocznie właściciele rozszerzyli działalność…
      Pozdrawiam serdecznie.

Comments are closed.