Pasztet z okary

Babeczka z okaryW weekend po raz pierwszy robiłam domowe mleko sojowe i niestety muszę przyznać się do porażki…
Jakoś strasznie długo piana nie chciała się podnieść, więc podkręciłam moc palnika. Czekałam, czekałam… i nic. Więc znów podkręciłam…

Efekt? Dno garnka czarne, a mleko o smaku jakby lekko wędzonym :)
Jak widać gotowanie wymaga cierpliwości, której ciągle się uczę. Może następnym razem pójdzie lepiej? :)

Do tego została mi cała masa okary, z którą trzeba było coś zrobić. I wyszedł pasztet. Na szczęście całkiem niezły. Część masy na pasztet upiekłam w foremkach do muffinek i też wyszło fajnie :)

Podaję składniki jednak zaznaczam, że jak to u mnie zwykle bywa z pasztetami, po prostu dodaję co akurat mam pod ręką i nie zawsze zapamiętuję co to było, więc proporcje mogą być zaburzone. Traktujcie przepis raczej jako podpowiedź.

Składniki:

  • miseczka okary (z 200 g soi)
  • korzeń pietruszki drobno starty
  • 2 cebule
  • ząbek czosnku
  • 10 grzybów suszonych
  • 5 łyżek płatków owsianych
  • 2 łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 3 łyżeczki płatków drożdżowych
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • majeranek lub inne dowolne przyprawy

Wykonanie:

Grzyby zalać wrzątkiem i odstawić do namoczenia. Cebulę i czosnek drobno pokroić i podsmażyć na niewielkiej ilości oleju. Dodać startą pietruszkę i pokrojone grzyby oraz wodę spod grzybów i dusić kilka minut. W dużej misce wymieszać wszystkie składniki mikserem. Przełożyć masę do blachy wyłożonej pergaminem. Piec w piekarniku nagrzanym do 16 stopni ok 40 minut. Pasztet można przykryć folią aluminiową lub wstawić do piekarnika naczynie z wodą, żeby od góry nie wysechł.

Część masy upiekłam w muffinkowych foremkach. Czas pieczenia w tym wariancie to ok. 20 min.

Pasztet podałam z sosem musztardowym – kawałek tofu, musztarda, pieprze, trochę wody i ewentualnie sos sojowy. Zmiksować na gładką masę i gotowe :)

Pasztetowe babeczki z okaryMuffinki z okary

 

4 thoughts on “Pasztet z okary

  1. Mnie też zawsze przypala się to mleko – może mam zbyt „przepuszczające” sitko, albo rzeczywiście to musi na bardzo małym ogniu się gotować – ale co tam – i tak robię ;) Pozdrawiam

    1. Gdybym miała więcej miejsca w kuchni, to zainwestowałabym w maszynę do robienia mleka, bo coś z tym sojowym mi nie idzie… :)

    1. O, dzięki! Znam ten przepis. Niestety u mnie problem pojawia się podczas gotowania… Chyba jestem wyjątkowym beztalenciem w dziedzinie mleka sojowego :) Na szczęście odkryłam ryżowe, które smakuje mi jeszcze bardziej i zawsze wychodzi :) Pozdrawiam!

Comments are closed.